2016-10-04



A Rose Love Story 
Uwielbiam przynosić kwiaty do domu.Uwielbia rozpakowywać je, czyścić , przycinać,
układać w wazonie. Już samo wyjście po coś zielonego, to dla mnie niesamowita frajda. Nie lubię ich nie mieć, więc staram się mieć je zawsze... ok...prawie zawsze. Szybko nadrabiam wazonowe zaległości ... po prostu. Najcześciej do domu trafiają róże. Inne kwiaty pojawiają się w zależności od okoliczności, pory roku, dnia i nastroju. Wszystkie kocham, chociaż piwonie  niestety wygrywają. Zaraz po nich prym wiodą anemony, maki, jaskry etc, etc.

Dzisiaj kilka zdjęć z mojego domu z pudrowo-różowymi różami, tak mocno
przypominającymi moje ukochane peonie. 



Mam w domu bardzo stary dywan. Ma chyba 70 lat jak dobrze liczę. Prawdziwa wełna. 
Niestety był pomarańczowy, więc zafarbowałam go z moją córką na czekoladkę. Wygląda trochę prymitywnie, ale w sumie o taki efekt mi chodziło. Trzeba będzie jeszcze nad nim popracować, jeszcze bardziej przyciemnić i wtedy poczuję spełnienie. Ogólnie zadawala mnie jego wygląd i myśle że jest całkiem ok.




Szafka staruszka. Kupiona u handlarza starymi meblami. 
Jest u mnie od roku. Po raz pierwszy na blogu. Ma więc swój debiut.  Malowałam ją farbą Clark Paint w kolorze antycznej bieli. Stoi blisko mojego biurka  tu i w towarzystwie mojej 150 -letniej szafy tu , którą malowałam tą samą farbą.


Często pytacie mnie o to, jaką farbą malowałam ściany w moim domu?Ja nie pamiętam ! To był jakiś wynalazek ! Do tej pory, a mija już od tego czasu jakieś 2 lata, nigdy nie widziałam jej na półce w żadnym sklepię z farbami. Nie pomogę więc, bo nie wiem jak, ale dam znać, kiedy ją znajdę.